Betaina - przydatna czy nie?

Pin It

Betaina jest dość powszechnym dodatkiem w co niektórych suplementach diety ze względu nie tylko na swoja rolę w procesach trawienia, ale również dość często nazywana jest prekursorem kreatyny. W jaki sposób większości nieznany związek może być jedną z podstaw do wytwarzania najbardziej anabolicznego związku? Cóż… Oczywiście wiele zależy od formy jej występowania, aczkolwiek to jeszcze sobie omówimy. Nieco zaciekawieni?

Betainy, a betaina

W zasadzie betaina jest określonym związkiem spełniającym daną rolę, zaś betainy są grupą, w której skład wchodzą sole aminokwasów będące produktami wspomnianej wcześniej N-metylacji. Do tej grupy również zaliczamy tzw. aminokwasy sprzężone, które to charakteryzują się możliwością związania grupy aminowej z innymi grupami funkcyjnymi. Do czego zmierzam? Budowę aminokwasów zna każdy kto nawet w niewielkim stopniu się tym zainteresuje. Tutaj natomiast widoczna jest pewna specyfika. Otóż betaina to nie pojedyncza substancja, a grupa związków o specjalnych zdolnościach. Wspomniana już grupa aminowa może ulec związaniu również z grupą metylową, a jeżeli jest w stanie związać nawet trzy rodniki metylowe to staje się trimetyloaminokwasem, czyli w zasadzie betainami. Do owej grupy zaliczane są – jak zapewne się domyślacie – bardzo różne składniki, które de facto występują i znamy zarówno z produktów żywnościowych, jak i suplementów diety. Metyloaminokwasy są dość popularną i docenianą grupą, która z biegiem lat zyskiwała na zainteresowaniu środowiska naukowców. Zaliczyć możemy do nich jeden z najlepiej przebadanych i poznanych związków o charakterze anabolicznymi – kreatynę.

Drugim przykładem jest z powodzeniem wykorzystywana w czasie redukcji tkanki tłuszczowej karnityna. Nie mówiąc już o tym, że znajdują się także w żywności. Zanim przejdziemy dalej, warto wspomnieć, iż karnityna jest świetnym przykładem dawcy oraz związku wykazującego zdolność łączenia. O co chodzi? Cóż… Charakterystyczną cechą karnityny jest jej zdolność do łączenia się z wyższymi kwasami tłuszczowymi, które to nie przechodzą przez błonę mitochondrialną. W postaci łączonej zaś, przedostają się do wnętrza mitochondriów będących wszak ośrodkami spalania oraz „piecami energetycznymi”. Ujmując to w nieco bardziej fachowy sposób, wygląda to następująco: karnityna spełnia się w roli transportera rodników kwasowych, natomiast po przeistoczeniu się w acylo-karnitynę (przy udziale koenzymu A) jest w stanie wprowadzić kwas tłuszczowy do organellum (mitochondrium) odpowiedzialnego za spalanie oraz zarazem wykorzystanie na cele energetyczne. Nazywana jest koenzymem i trimetylohydroksyaminomaślanem zaliczanym wszak w skład betain.

Betaina - przydatna czy nie?

Do czego zmierzam? Jednym z bardziej wzbudzających zainteresowanie naukowców związków tego typu jest trimetyloglicyna (TMG), czyli właśnie betaina. Niektórzy nazywają ją też najpopularniejszym metyloaminokwasem buraczanym (znajdującym się w tak lubianym przez wielu ludzi buraku). W zasadzie, tak jak poznana dość dobrze metionina (aminokwas), betaina charakteryzuje się dosyć niestabilną grupę metylową, co czyni jej znakomitym „dawcą metylu”. Oczywiście związki o tejże funkcji są niezwykle cenne dla naszego organizmu, chociażby pod kątem zdrowotnym lub prozdrowotnym. Swego czasu stosunkowo szeroko wspominało się o zdolnościach tego typu związków do ograniczania zmian nowotworowych czy nasilania reakcji obronnych przeciwrakowych. Nie wspominając póki co nawet o roli metylacji w anabolizmie białek, co de facto ma ogromny wpływ na poprawę możliwości wysiłkowych oraz rozwój samych mięśni, to warto na pewno wspomnieć, iż betaina jest uważana za kluczowy element podnoszenia sprawności mięśniowej z uwagi na spełnianie roli prekursora kreatyny czy karnityny.

Zdziwienie? Wielu z Was na pewno spytałoby: „że co?!”. Zacznijmy od tego skąd betaina w suplementach diety… Wspomnieliśmy sobie, że reakcje metylacji mogą oddziaływać w pozytywny sposób na intensywność anabolizmu białek, w tym mięśniowych. To z kolei oznacza, iż nasilona została także synteza białek, w tym produkcja całkiem nowych białek mięśni. Z drugiej strony mamy zwiększoną syntezę kurczliwych białek naszych włókienek mięśniowych, a to wyjaśnia miejsce betainy w suplementach diety. Dla korzyści anabolicznych i zwiększających syntezę najbardziej cenionych dla poprawy sylwetki białek.

Dlaczego betaina w suplementach dla osób bardzo aktywnych fizycznie, a metionina nie? Cóż… Wydawać by się mogło, że metionina również się sprawdzi. Wszak „dawcy metylu” są cenieni w sportach siłowych i sylwetkowych, a przynajmniej tak mogłoby wynikać – prawda? Nie mówiąc już o roli prozdrowotnej czy leczniczej. Podstawowa różnica między betainą, a metioniną tkwi w przemianach, czyli w formie do której przekształcane są owe związki po wspomnianym wcześniej oddaniu metylowego rodnika. A tak dokładniej to o działanie owego związku na organizm. Metionina jest aminokwasem, który po oddaniu rodnika metylowego – w wyniku procesu demetylacji – przekształca się do niekorzystnego dla naszego organizmu innego aminokwasu, homocysteiny. Podobnie, przy zaburzeniach metylacji jesteśmy narażeni na wzrost poziomu owego aminokwasu siarkowego. W przypadku betainy nie odbywa się to w sposób szkodliwy.

Betaina – tak czy nie?

Korzystanie z betainy w celu poprawy możliwości wysiłkowych, takich jak siły czy po prostu dla lepszego rozwoju mięśni (np. zwiększanie masy mięśniowej) było swego czasu kwestią sporną. Nie można jednak wykluczyć potencjału TMG w zakresie rozwoju naszych mięśni, chociażby ze względu na spełnianie się w roli prekursora kreatyny. Oczywiście jest to jedna z możliwości. Jak to dokładnie wygląda? Z reguły mówi się wyłącznie o kreatynie jako związku czy suplemencie o szczególnym potencjale anabolicznym, więc mało kto mógłby przyjąć do wiadomości, iż taka betaina może coś zmienić. Wiemy od pewnego czasu, że kreatyna z powodzeniem może być zaliczona do wspomnianych wcześniej metyloaminokwasów – prawda? Przede wszystkim chodzi o proces nazywany syntezą glikocyjaminy, czyli właśnie udziału betainy jako prekursora kreatyny! To właśnie tutaj dochodzi do współpracy (w pewnym sensie) z argininą, którą również uważamy za prekursor najpopularniejszego związku anabolicznego. Zarówno betaina, jak i arginina przechodzą przez specyficzne dla reakcji procesy, aby w efekcie dać istotne dla kreatyny „cegiełki” w postaci guanidyny i sarkozyny. Tak po prawdzie to ta ostatnia interesuje nas najbardziej, gdyż jest powiązana z betainą. W zasadzie, sarkozyna występuje w mięśniach i jest metabolitem aminokwasu – pochodna metylowa glicyny. Aminokwas ten jest zaliczany do endogennych, a zatem nasz organizm jest w stanie samodzielnie go wytwarzać.

Cóż… Z jednej strony glicyna będąca jednym z najpowszechniej występujących aminokwasów budujących białka jest niemalże niezbędna do syntezy kreatyny, a z drugiej zaś pozyskanie jej wolnej i przydatnej do owego procesu formy jest dość kłopotliwe. Z tego właśnie względu prowadzono badania na temat roli betainy w wytwarzaniu kreatyny. Betaina – jak się okazało – jest bardzo dobrym źródłem cząsteczek glicyny, a do tego mamy jeszcze sarkozynę. Obie substancje mogą reagować z argininą i posłużyć do wytwarzania kreatyny. Jaki jest tutaj problem? Komórki nerkowe… W tym przypadku to one odpowiadają za produkcję kreatyny, której niezwykle ciężko jest opuścić miejsce syntezy i zarazem w sposób użyteczny docierać oraz działać do mięśni. Synteza niezwykle istotnego – jak się okazało - elementu dla mięśnie jest związana z kilkoma szlakami metabolicznymi. Jedne są bardziej korzystne, inne mniej.

W skrócie i dużym uproszczeniu, do wytworzenia kreatyny potrzebujemy różnych związków. Są nimi zarówno arginina oddająca do tego procesu cząsteczkę guanidyny, jak i sarkozyna związana z betainą. Jednym z etapów syntezy kreatynowej jest reakcja argininy z glicyną, która to zachodzi we wspomnianych wcześniej nerkach. Kreatyna wytworzona z pominięciem szlaku powiązanego z glikocyjaminą ma trudności z przetransportowaniem się z wnętrza komórek nerkowych. Betaina jest w zasadzie – jak wskazuje nazwa TMG – trimetyloglicyną, czyli jakby jedną z form aminokwasu glicyny niezbędnego do syntezy kreatyny. Istotne jest, że glikocyjamina nie ma problemów z wydostaniem się z komórek nerkowych, a następnie przedostaje się do narządu wątrobowego, a tam bierze udział w procesach właściwych dla wytwórstwa kreatyny. Proste, prawda?

Betaina - przydatna czy nie?

Ponadto, betaina jako forma glicyny jest już jakby przetworzona przez wątrobę. Co to oznacza? Stymulacja syntezy kreatynowej z pomocą właśnie betainy okazała się dla naukowców efektywna jako źródło cząsteczek glicyny dla argininy i wytwarzania użytecznej na dłuższą metę glikocyjaminy. Dodatkowo, jak wiecie, betaina jest ściśle powiązana z procesami metylacji. Co z tego wynika? Otóż z powodzeniem może wspierać wytwarzanie kreatyny przy metylacji glikocyjaminy „nerkowej” jako jeden z uczestniczących koenzymów. Jednym z ciekawszych badań odnośnie związku kreatyny i betainy oraz ich roli w odniesieniu do mięśni było badanie Hoffmana (2009). Oczywiście rola betainy w tym zakresie była badana wielokrotnie i na różnych płaszczyznach. Posiada zatem zarówno zwolenników, jak i oponentów.

Betainę uważa się w wielu kręgach również jako znakomity anabolik sam w sobie. Jest tak ze względu chociażby na jej stosunkowo aktywny udział w syntezie białek, w tym mięśniowych. Zarówno w procesach metylacji, jak i metionizacji. Oznacza to że może sprzyjać syntezie białek jednocześnie ograniczając działanie nadmiaru homocysteiny na drodze wytwarzania metioniny. Jako związek oddający rodnik metylowy. Warto też wspomnieć, iż aminokwas metioniny jest uznany za kluczowy dla aktywacji procesów anabolicznych. Zarówno metylacja, jak i metionizacja mają ogromne znaczenie dla syntezy białek, a co za tym idzie anabolizmu! Betaina natomiast pełni istotną rolę w obu. Nie jest jednak jedyna – tzw. SAMe, czyli S-adenozylometionina (z ang. S-Adenosyl Methionine) jest drugim koenzymem biorącym czynny udział w reakcjach. Metionina może być przekształcana do SAMe, a w zasadzie większość tego aminokwasu w formie dostarczonej z zewnątrz jest konwertowana do owej postaci. SAM jest generalnie również potrzebny do sprawnej syntezy kreatyny. Pojawiają się jednak pewne komplikacje…

Mimo iż SAM spełniać się może w roli katalizatora metylacji to niekoniecznie przekształcony z metioniny SAMe z powrotem wraca do jej postaci. W czym problem? O wiele sprawniej i częściej dochodzi do wytworzenia z niego wspomnianej już wcześniej, niekorzystnej homocysteiny (oczywiście nieco upraszczając). Co ma do tego betaina? Jako donor rodnika metylowego, uzupełnia wcześniej odłączony od SAMe rodnik i jako koenzym metylacji ogranicza zużycie metioniny na cele produkcyjne homocysteiny. Sprzyja to również syntezie kreatyny, a sprawna metylacja jest też nieocenionym zjawiskiem dla naszego zdrowia. Nawet przy już widocznym przekształceniu w homocysteinę, betaina odwracała ów proces sprowadzając ją do metioniny. Ciekawe, nieprawdaż? Pouczające na tym tle okazały się również badania Craiga (2004).

Kilka słów na koniec

Oczywiście jest to w pewnym sensie przekrojowe przedstawienie betainy jako związku, jak również jej roli uznanej na przestrzeni lat przez naukowców oraz środowisko sportowe. Warto samemu też poszperać nieco na temat owego związku. Faktem jest, że również do dzisiaj dodaje się ją do niektórych suplementów w celu zwiększenia skuteczności owych środków. Wiele źródeł mówi też o działaniu betainy jako środka profilaktycznego w miażdżycy czy niektórych problemach z układem pokarmowym, trawiennym czy nerek. Ten temat myślę, że omówimy sobie jeszcze nieco szerzej… Sprawdźcie – może i Wy korzystacie z suplementów diety zawierających betainę i oceniacie je o wiele lepiej niż odpowiedniki bez jej dodatku.

 

Pin It
Author: Janusz ZiółkowskiWebsite: www.mojecialo.com
Właściciel i redaktor MojeCialo.com / Redaktor magazynu SdW / Pasjonat odżywiania, suplementacji i ludzkiego organizmu
O AUTORZE
Pasjonuję się funkcjonowaniem ludzkiego organizmu w każdym zakresie. Staram się ciekawić, inspirować i przekazywać wiedzę na różne sposoby. Niemniej jednak, sam wciąż aktualizuję swoje wiadomości i staram się rozwijać, zgłębiając tajniki odżywiania, organizmu, suplementacji, zdrowia czy metodyki treningowej. Jestem wieloletnim współpracownikiem Redakcji "SdW" oraz Redaktorem Naczelnym byłego BodyBuilding Magazine Polska. Od czasu do czasu współpracuję też z Redakcją "Focus".

Facebook